Od niepamiętnych nam czasów, bo właściwie od około dwóch milionów lat, kiedy to właśnie zakwalifikowano pierwsze zwierzę jako „homo-człowiek” znane było nam mięso jako główny składnik naszej diety. Początkowo polowania miały na celu przetrwanie, później jednak przemieniły się w sposób na rozrywkę. Czy mięso powinno być głównym składnikiem oraz czy w ogóle powinno być spożywane przez człowieka – na ten temat zdania są podzielone. Jedno jest pewne, nieważne jakimi faktami media zasypią człowieka, on i tak będzie jadł mięso. Tak było jest i będzie. Tylko tutaj pojawia się pytanie: co mówi nam o tym, jakiego pochodzenia mięso mamy spożywać – czym różni się świnia czy krowa od psa, kota lub świnki morskiej, które to są przysmakiem w wielu krajach? Jest to kwestia zdrowia, etyki czy moralności?

W Niemczech jeszcze w latach 40 XX wieku psy były zwierzętami rzeźnymi. W krajach takich jak na przykład Azja, Chiny czy Szwajcaria psy oraz koty to nie tylko domowi przyjaciele, ale także bydło zabijane w celach konsumpcyjnych. Są one jednym z głównych przysmaków ze względu na lekkie, chude i aromatyczne mięso. Ameryka Południowa to z kolei jedno z kontynentów „kosztujących” między innymi świnki morskie. Tak samo jak odległych nam mieszkańców nie dziwi widok upieczonego psa zawieszonego na haku, tak samo nas nie dziwi upieczona świnia z jabłkiem włożonym do pyska. Jak to się mówi, co kraj to obyczaj.
Czy taki obyczaj zostałby przyjęty w Polsce? Dajmy na to przykład: Warszawa, piękne, duże, tolerancyjne miasto, otwarte na nowe możliwości i Wietnamczyk mówiący głośno o swoich zamiarach otwarcia restauracji serwującej psinę oraz kocinę.
Duży wpływ na pomysł wywarł fakt zamknięcia schroniska w powiecie otwockim oraz osierocenia dużej ilości psów. Jak wygląda kwestia prawna? Polskie prawo zabrania znęcania się nad zwierzętami oraz ich zabijania, jednak nie mówi nic na temat uboju w celach konsumpcyjnych. Sam Wietnamczycy przyznaje się do posiadania w domu psa, który docelowo miał być „obiadem”, ale sprawy obrały zupełnie innego obrotu i tak oto zamiast trafić do gara, stał się przyjacielem domu. Szok i niedowierzanie- jak to tak? A jak Pan zgłodnieje, to czy przyjdzie Panu myśl, aby „zjeść swojego przyjaciela” ?

Niedawno zapanowała moda na posiadanie miniaturowej, domowej świnki, jednak czy osoba posiadająca ją w domu, a jedząca na co dzień szynkę nie budzi podobnych wątpliwości? Moglibyśmy myśleć w ten sam sposób, bo przecież jaki kodeks dzieli zwierzęta na te hodowlane i te domowe? Każde zwierze zasługuje na miłość i szacunek.